Jeszcze niedawno pisaliśmy, że po rozmowach Murata Colaka z Robertem Platkiem i Bartoszem Grzelakiem Cracovia ma dostać dodatkowe środki na wzmocnienia, a priorytetem mają być napastnik oraz lewy skrzydłowy. To od razu podgrzało atmosferę wokół transferów przy Kałuży.
Teraz jednak dwa nazwiska, które w ostatnim czasie pojawiały się w kontekście Pasów, wyraźnie się oddalają. Victor Dican ma nie trafić do Cracovii, natomiast Ousmane Sow jest bardzo blisko przeprowadzki do Jagiellonii Białystok.
Dican coraz dalej od Kałuży
W przypadku Victora Dicana temat nie jest nowy. Rumuński pomocnik był łączony z Cracovią już wcześniej, a tego lata jego nazwisko ponownie pojawiło się w kontekście transferu do Krakowa.
Według informacji Sport1.pl obecnie szanse na taki ruch są jednak bardzo małe. Dican pozostaje zawodnikiem Farulu Constanța i wygląda na to, że tym razem również nie zobaczymy go przy Kałuży.
Co więcej, taki transfer nie do końca wpisywałby się w to, co ostatnio komunikował sam klub. Na konferencji prasowej mowa była przede wszystkim o potrzebie sprowadzenia napastnika oraz ofensywnego skrzydłowego, a więc zawodników mających bezpośrednio poprawić siłę Cracovii w ataku. Dican, jako zawodnik o bardziej defensywnym profilu, nie odpowiada temu kierunkowi wprost.
Dlatego jego nazwisko można dziś traktować raczej jako jeden z wcześniejszych tropów transferowych niż realny priorytet na najbliższe dni.
Sow wybrał Jagiellonię?
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja Ousmane’a Sowa. Były zawodnik Górnika Zabrze był łączony z Cracovią, Widzewem oraz Jagiellonią, ale wszystko wskazuje na to, że najbliżej finalizacji jest właśnie klub z Białegostoku.
Według Tomasza Włodarczyka Sow jest zdecydowany na powrót do Polski i ma trafić do Jagiellonii na zasadzie wypożyczenia z Brøndby z opcją wykupu wynoszącą około 2 milionów euro. Zawodnik miał wybrać możliwość pracy z Adrianem Siemieńcem, a kluby są blisko zamknięcia całej operacji.
Warto przy tym pamiętać, że Sow w Polsce potrafił błyszczeć i był jednym z ciekawszych zawodników Górnika Zabrze, ale po wyjeździe do Danii jego forma wyraźnie spadła. W Brøndby nie spełnił oczekiwań, nie zdołał przebić się na stałe do podstawowego składu i nie dawał liczb, których można było po nim oczekiwać. Dlatego nawet jeśli wróci do Ekstraklasy, wcale nie ma gwarancji, że od razu ponownie wejdzie na poziom, który pokazywał wcześniej w Polsce.
Dla Cracovii oznacza to, że kolejny potencjalny kierunek transferowy najprawdopodobniej odpada. Trzeba jednak zaznaczyć, że samo pojawienie się nazwiska Sowa w mediach nie oznacza jeszcze, że Pasy były blisko podpisania z nim kontraktu. Z drugiej strony jego możliwy powrót do Polski będzie ciekawym testem tego, czy Ekstraklasa faktycznie okaże się dla niego środowiskiem, w którym ponownie potrafi się odbudować.
Kibice czekają już na konkrety
I tu wracamy do najważniejszego tematu. Cracovia ma ruszyć po dwóch nowych zawodników, a po ostatnich rozmowach w klubie dodatkowe środki mają już być dostępne. Skoro Dican raczej nie trafi przy Kałuży, a Sow jest blisko Jagiellonii, pytanie brzmi coraz głośniej: kto faktycznie wzmocni Pasy?
Po dwóch bezbramkowych remisach potrzeba zawodnika, który da drużynie więcej jakości z przodu, jest bardzo wyraźna. Jeżeli klub rzeczywiście chce sprowadzić napastnika i lewego skrzydłowego, najbliższe dni powinny przynieść bardziej konkretne informacje niż kolejne nazwiska przewijające się wyłącznie w medialnych spekulacjach.
Bo po ostatnim zamieszaniu wokół Murata Colaka kibice dostali jasny sygnał, że transfery mają być. Teraz pozostaje najważniejsze — zobaczyć, kto rzeczywiście pojawi się przy Kałuży.




