Królewski vs Cracovia - zaczepki prezesa Wisły Kraków

Królewski znów prowokuje w internecie. Cracovia mówi: dość

Jarosław Królewski, przez część kibiców i piłkarzy nazywany żartobliwie „Harrym Potterem”, od dawna bardzo aktywnie komentuje piłkarską rzeczywistość w internecie. Prezes Wisły chętnie zabiera głos w wielu sprawach, wbija szpilki rywalom i często sprawia wrażenie człowieka przekonanego o własnej racji. Jedni doceniają jego bezpośredniość, inni odbierają ją jako arogancję. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy internetowa zaczepka przestaje dotyczyć sportowej rywalizacji, a zaczyna uderzać w cały klub.

Najnowsza odsłona krakowskiej przepychanki rozpoczęła się przy okazji jubileuszowego meczu Wisły z Wrexham. Królewski porównał wysoką frekwencję przy Reymonta z liczbą kibiców na spotkaniu Cracovii z Sevillą. Mateusz Klich odpowiedział mu krótkim wpisem sugerującym, że dzięki wpływom z biletów w Wiśle pensje mogą być teraz wypłacane terminowo. Prezes Białej Gwiazdy nie pozostał dłużny i odpowiedział, nawiązując do dawnej sprawy korupcyjnej Cracovii oraz używając wobec naszego klubu zniekształconej, obraźliwej nazwy.

Cracovia zdecydowała się skierować sprawę do Komisji Ligi. Według opisywanych informacji klub uznał, że wypowiedź Królewskiego służyła budowaniu negatywnych emocji i mogła naruszać przepisy dyscyplinarne dotyczące publicznych wypowiedzi godzących w dobre imię klubów oraz osób związanych z piłką nożną.

Można krytykować Cracovię, ale prezes innego klubu powinien znać granice

Nie zamierzamy udawać, że Mateusz Klich zachował się w tej sytuacji jak dyplomata. Jego wpis o pensjach był oczywistą szpilką wymierzoną w Wisłę i trudno przedstawiać go jako niewinną wypowiedź. Jeżeli ktoś publicznie zaczepia rywala, musi liczyć się z odpowiedzią. Pod tym względem Królewski miał pełne prawo bronić swojego klubu.

Sposób, w jaki to zrobił, jest jednak osobną kwestią. Można odpowiedzieć Klichowi, można przypomnieć problemy Wisły i Cracovii, można nawet prowadzić ostrą internetową wymianę zdań. Prezes dużego klubu powinien jednak rozumieć, że jego słowa ważą więcej niż wpis anonimowego kibica. Używanie obraźliwych określeń wobec lokalnego rywala nie buduje zdrowej rywalizacji, tylko dodatkowo podgrzewa atmosferę.

Jarosław Królewski lubi przedstawiać się jako człowiek nowoczesny, opierający decyzje na danych, technologii i racjonalnych argumentach. Tym bardziej zaskakuje, jak często w mediach społecznościowych daje się wciągać w emocjonalne przepychanki. Czasami można odnieść wrażenie, że bardziej zależy mu na ostatnim słowie niż na zachowaniu poziomu odpowiadającego funkcji prezesa klubu.

Nie oznacza to, że Cracovia powinna być chroniona przed jakąkolwiek krytyką. Nasz klub ma w swojej historii trudne wydarzenia i nie ma sensu udawać, że ich nie było. Cracovia została w 2020 roku ukarana odjęciem pięciu punktów i grzywną w wysokości miliona złotych za sprawę dotyczącą korupcji z wcześniejszych lat. To fakt, którego nie da się wymazać. Czym innym jest jednak rzeczowe przypominanie faktów, a czym innym wykorzystywanie ich do obrażania całej społeczności klubu.

Cracovia miała prawo zareagować, choć cała wojna nikomu nie służy

Z tej perspektywy decyzję Cracovii o skierowaniu sprawy do Komisji Ligi można zrozumieć. Klub nie powinien biernie przyglądać się sytuacji, w której prezes lokalnego rywala publicznie posługuje się określeniem mającym poniżyć Pasy. Brak reakcji mógłby zostać odebrany jako przyzwolenie na dalsze przesuwanie granicy.

Jednocześnie nie ma sensu przedstawiać całej sytuacji jako wielkiego zwycięstwa naszego klubu. To nadal internetowa awantura, która rozpoczęła się od porównywania frekwencji na meczach towarzyskich. Co ciekawe, jubileuszowe spotkanie Cracovii z Sevillą obejrzało ostatecznie 10 175 widzów, a Pasy pokonały hiszpański zespół 1:0. Frekwencja Wisły na meczu z Wrexham była wyższa, ale oba kluby organizowały własne święta i nie trzeba było zamieniać tego w kolejną odsłonę walki o to, kto jest bardziej krakowski.

Królewski w odpowiedzi na skargę argumentuje, że odnosił się do prawomocnego rozstrzygnięcia dotyczącego Cracovii. Zwrócił również uwagę, że w takim razie postępowaniem powinien zostać objęty także Mateusz Klich za sugestię dotyczącą zaległości finansowych Wisły. Taka argumentacja nie jest całkowicie pozbawiona podstaw. Skoro Komisja Ligi ma oceniać publiczne wypowiedzi, powinna spojrzeć na całą wymianę zdań, a nie tylko na jej fragment.

Nie usprawiedliwia to jednak formy użytej przez prezesa Wisły. Klich wbił szpilkę konkretnemu klubowi i jego władzom. Królewski odpowiedział określeniem uderzającym w Cracovię jako całość — zawodników, działaczy i przede wszystkim kibiców, którzy z dawnymi wydarzeniami nie mieli nic wspólnego.

Lekko broniąc naszych władz: tym razem reakcja Cracovii nie wygląda na przewrażliwienie. Klub wyznaczył granicę i skorzystał z przysługującej mu oficjalnej drogi. Nie oznacza to jednak, że każdą internetową zaczepkę trzeba kończyć przed komisją. Najlepiej byłoby, gdyby osoby stojące na czele obu krakowskich klubów potrafiły prowadzić rywalizację ostro, ale z klasą. Święta Wojna emocji nie potrzebuje dodatkowego podgrzewania przez ludzi, którzy powinni odpowiadać za jej bezpieczne ramy.

X
Jesteś na X? Wpadaj do nas po więcej Pasiastych newsów!
OBSERWUJ NAS
Krzysztof Gruca
Krzysztof Gruca

Kibic Cracovii od 1997 roku. Pamięta III ligę i czasy, gdy Zegarek trafiał do siatki jak na zawołanie. Na CracoviaPany.pl pisze o Pasach z perspektywy kibica, który z klubem przeżył już naprawdę sporo.