Bartosz Grzelak nadal czeka na pierwsze ligowe zwycięstwo jako trener Cracovii. Możemy dyskutować o ustawieniu, zmianach, stylu gry czy podejmowanych przez niego decyzjach, ale im dłużej patrzę na obecną sytuację Pasów, tym mniej mam ochotę całą winę zrzucać właśnie na szkoleniowca. Grzelak dostał bowiem dokładnie ten sam problem, z którym wcześniej mierzył się Luka Elsner — Cracovia nie ma napastnika, który regularnie daje gole. I nie jest to problem, który pojawił się wczoraj.
Grzelak objął zespół 20 kwietnia 2026 roku, a jego debiutem było ligowe 1:1 z Pogonią Szczecin. Od tego czasu, biorąc pod uwagę przedstawione wyżej mecze ligowe, Pasy zanotowały siedem remisów i jedną porażkę. Ostatnia to bolesne 0:2 z Pogonią, po którym przyszło kolejne 0:0 — tym razem ze Śląskiem.
8 meczów. 0 zwycięstw. 7 remisów. 1 porażka. Bramki 5:7.
Taka seria wygląda źle i nie ma sensu jej pudrować. Jeszcze bardziej niepokoi jednak to, co dzieje się z przodu.
Kto ma właściwie strzelać te gole?
Po trzech kolejkach nowego sezonu Cracovia jako jedyna drużyna Ekstraklasy pozostaje bez zdobytej bramki. Meczyki.pl zwróciły uwagę, że ostatnie ligowe zwycięstwo Pasów miało miejsce jeszcze 21 marca, za kadencji Luki Elsnera. Portal przypomniał też liczby Kahveha Zahiroleslama — cztery gole w 27 występach. I tu dochodzimy do sedna.
Nie chcę pastwić się nad Zahiroleslamem. Problem polega na tym, że dziś wymaga się od niego rozwiązania sytuacji, której klub sam wcześniej nie rozwiązał na rynku transferowym. Jeżeli napastnik nie strzela regularnie, potrzebuje konkurenta. Jeżeli konkurenta nie ma, trener może zmieniać ustawienie, rotować pomocnikami i próbować nowych schematów, ale na końcu ktoś nadal musi wpakować piłkę do siatki.
Co ciekawe, już w styczniu kibice Cracovii pytani przez TerazPasy.pl o potrzeby transferowe wskazywali właśnie napastnika jako jeden z największych priorytetów, obok skrzydeł i większej kreatywności w środku pola. Problem z finalizacją nie jest więc czymś, co odkryliśmy po remisie ze Śląskiem.
Charpentier odszedł, a jego następcy nie widać
Najbardziej szkoda mi tutaj Gabriela Charpentiera. Nie był zawodnikiem, który zdążył zbudować w Cracovii wielką historię. Zagrał tylko siedem spotkań, strzelił dwa gole i zanotował asystę. Klub zdecydował jednak, że nie skorzysta z możliwości przedłużenia jego kontraktu.
I właśnie przy tych siedmiu występach miałem wrażenie, że ten chłopak ma coś, czego nie da się łatwo nauczyć — instynkt w polu karnym. Coś, co wcześniej widzieliśmy choćby u Benjamina Källmana czy Filipa Stojilkovicia. Nie chodzi nawet o efektowne dryblingi. Napastnik ma znaleźć się tam, gdzie za chwilę spadnie piłka, i umieć zakończyć akcję. W kwietniu, gdy dostał pierwszy ligowy występ od początku przeciwko Arce, wykorzystał swoją sytuację i zdobył bramkę.
Czy Charpentier byłby dziś rozwiązaniem wszystkich problemów? Tego nikt nie może wiedzieć. Ale skoro klub z niego zrezygnował, naturalnym kolejnym krokiem powinno być sprowadzenie zawodnika co najmniej porównywalnego albo lepszego. A takiego napastnika nadal nie widzę.
Transfery są, ale gdzie jest ofensywa?
Patrząc na letnie ruchy, trudno oprzeć się wrażeniu, że Cracovia ponownie próbuje budować kadrę bardzo oszczędnie. Z zestawienia, które widzimy powyżej, wynika dodatni bilans transferowy, a jedynym większym wydatkiem pokazanym przy nowych zawodnikach jest około pół miliona euro za Vincenta Burleta. Oficjalnie Cracovia potwierdziła pozyskanie młodego Belga z Lille i podpisała z nim kontrakt aż do 2030 roku.
Burlet może okazać się świetnym ruchem. Nie w tym rzecz.
Problem w tym, że lewym obrońcą nie rozwiążemy problemu zdobywania bramek.
Filip Marchwiński na papierze wyglądał niezwykle ciekawie. Cracovia wypożyczyła go z Lecce, a sam klub przedstawiał go przede wszystkim jako ofensywnego pomocnika mogącego występować również na skrzydle lub w ataku. Niestety praktycznie od początku nie możemy go brać pod uwagę jako realnego wzmocnienia obecnej drużyny z powodu poważnego urazu.
To dodatkowo pokazuje, jak cienka zrobiła się ofensywna kołdra.
Bo nawet gdyby Marchwiński był zdrowy, wciąż mówimy przede wszystkim o ofensywnym pomocniku, a nie klasycznej dziewiątce.
Nie bronię Grzelaka. Ale nie zamierzam też robić z niego jedynego winnego
Osiem ligowych spotkań bez zwycięstwa musi ciążyć trenerowi. Grzelak odpowiada za drużynę, wybiera skład, ustawia zawodników i musi znaleźć sposób na poprawę gry. Nie zamierzam więc twierdzić, że wszystko robi dobrze. Ale jest granica tego, co trener może wycisnąć z kadry.
W maju, po remisie 3:3 z Motorem, sam Grzelak mówił o problemach ze zdobywaniem bramek. Wtedy trzy trafienia można było traktować jako sygnał, że ofensywa zaczyna się odblokowywać. Kilka miesięcy później wracamy jednak dokładnie do tego samego punktu.
I dlatego mamy problem z polityką klubu.
Patrząc z boku, trudno dostrzec dziś wyraźny kierunek. Z jednej strony Cracovia ma zawodników jakościowych, sprowadza młodych piłkarzy i próbuje szukać okazji transferowych. Z drugiej — najbardziej oczywista dziura w składzie pozostaje niezałatana, mimo że kibice wskazywali ją już wiele miesięcy temu.
To nie wygląda jak problem jednego trenera. To wygląda jak problem organizacji.

Kibice mają prawo pytać
Nie chodzi o to, żeby po trzech kolejkach nowego sezonu urządzać polowanie na winnych. Nie chodzi również o oczekiwanie, że Cracovia nagle wyda kilka milionów euro i zacznie licytować się z najbogatszymi klubami ligi.
Ale mamy prawo zapytać: jaki jest plan?
Jeżeli pozbywamy się napastnika, kto ma go zastąpić? Jeżeli wiemy od miesięcy, że zespół ma problem ze zdobywaniem bramek, dlaczego rozpoczynamy kolejny sezon bez sprawdzonej dziewiątki?
Jeżeli trener ma budować nową Cracovię, to czy dostał zawodników odpowiadających jego pomysłowi na grę? I wreszcie — dokąd właściwie zmierza sportowa Cracovia? Bo możemy zmienić Grzelaka za kilka miesięcy. Możemy zatrudnić kolejnego szkoleniowca, zmienić ustawienie z czwórki na trójkę obrońców, przesunąć pomocnika wyżej i napisać kolejne dziesięć analiz.
Ale jeśli na końcu akcji nadal nie będzie człowieka, który potrafi regularnie strzelić gola, następny trener bardzo szybko stanie przed dokładnie tym samym problemem. A wtedy po raz kolejny okaże się, że zmieniło się nazwisko na ławce, ale nie zmieniło się to, co naprawdę wymaga naprawy.




