Jordi Sánchez jest bez wątpienia jedną z największych historii początku sezonu Ekstraklasy. Hiszpan po trzech kolejkach ma na koncie cztery bramki i prowadzi w klasyfikacji strzelców, mimo że jeszcze kilka miesięcy temu jego pozycja w Wiśle wcale nie wyglądała tak mocno. W poprzednim sezonie na zapleczu Ekstraklasy zdobył zaledwie dwa gole w 11 meczach, miał też problemy zdrowotne i długo pozostawał w cieniu innych zawodników. Dziś sytuacja jest zupełnie inna.
Sánchez wykorzystał swoją szansę w idealnym momencie. Ángel Rodado stracił część okresu przygotowawczego, Jeremy Guillemenot dołączył później, a Hiszpan wskoczył na pozycję numer dziewięć i zaczął regularnie trafiać. Trener Mariusz Jop sam przyznawał, że nie było przesądzone, iż to właśnie Sánchez będzie pierwszym wyborem, ale jego praca w przygotowaniach dała mu miejsce w składzie.
Cztery gole robią wrażenie. Teraz zacznie się trudniejsza część
Na początku sezonu Sánchez zdobywa bramki w różny sposób. Potrafi wykorzystać zamieszanie w polu karnym, dobrze gra głową i świetnie odnajduje się kilka metrów od bramki. To klasyczny napastnik, który nie zawsze potrzebuje wielu kontaktów z piłką, żeby zrobić różnicę. Po trzech kolejkach jego bilans wygląda znakomicie, a sam zawodnik mówi, że kluczowe są pewność siebie i większa liczba sytuacji kreowanych przez drużynę.
Ale właśnie teraz zacznie się najciekawszy etap. Ekstraklasa bardzo szybko analizuje zawodników, którzy nagle zaczynają seryjnie strzelać. Kolejni trenerzy mają już materiał z pierwszych spotkań Wisły i będą dokładnie wiedzieli, gdzie Sánchez szuka przestrzeni, w jaki sposób porusza się w polu karnym i skąd najczęściej dochodzi do sytuacji.
W Krakowie mieliśmy już niedawno podobny przykład. Filip Stojilković rozpoczął poprzedni sezon w Cracovii kapitalnie i przez moment potrafił przyćmić nawet Benjamina Källmana. Po kilku kolejkach rywale zaczęli jednak znacznie mocniej pilnować jego stref, ograniczać mu miejsce i utrudniać dojście do sytuacji. Stojilković nadal pozostawał ważnym zawodnikiem, ale zdobywanie kolejnych bramek stało się zdecydowanie trudniejsze.
Nie oznacza to oczywiście, że z Sánchezem będzie identycznie. To po prostu naturalny etap sezonu. Pierwsze kolejki pokazują formę, ale dopiero kolejne odpowiadają na pytanie, czy napastnik potrafi utrzymać skuteczność również wtedy, gdy przeciwnik zaczyna budować plan gry specjalnie pod niego.
Wisła może mieć jednak dodatkową broń
W przypadku Wisły jest jeszcze jeden ważny element – powrót do pełnej dyspozycji Ángela Rodado. Hiszpanie zagrali już razem i sami podkreślają, że dobrze się rozumieją. Sánchez porównywał nawet ich współpracę do duetu Marc Gual – Jesús Imaz z Jagiellonii. Jeśli Wisła Kraków będzie potrafiła regularnie korzystać z dwóch groźnych zawodników jednocześnie, rywalom znacznie trudniej będzie skupić całą uwagę wyłącznie na obecnym liderze klasyfikacji strzelców.
Na dziś Jordi Sánchez zasługuje więc na pełne uznanie. Cztery bramki po trzech spotkaniach to świetny wynik, szczególnie biorąc pod uwagę jego poprzedni sezon. Nie ma jednak sensu już teraz ogłaszać, że Wisła znalazła napastnika, który będzie przez cały rok dominował w Ekstraklasie.
Prawdziwy test dopiero się zaczyna. Rywale mają już materiał, będą zmieniać sposób krycia i coraz bardziej ograniczać mu przestrzeń. Jeśli Sánchez mimo tego nadal będzie regularnie trafiał, wtedy będzie można mówić o czymś więcej niż tylko fenomenalnym początku sezonu. Na razie jedno jest pewne – w Krakowie pojawił się napastnik, którego kolejne występy warto śledzić bez względu na klubowe barwy.




