GKS Katowice - Cracovia

GKS Katowice – Cracovia 3:2. Miało być przełamanie, jest kolejny cios

Cracovia po raz kolejny wraca z wyjazdu bez punktów. Pasy przegrały w Katowicach z GKS-em 2:3, choć po fatalnej pierwszej połowie potrafiły jeszcze dwa razy wrócić do meczu. Bramki Martina Mincheva i Lasse Nordåsa dały nadzieję, ale końcówka ponownie okazała się dla Cracovii bezlitosna.

Pierwsza połowa? Trudno było na to patrzeć

Przed meczem pisaliśmy o potrzebie przełamania, ale przez pierwsze 45 minut trudno było znaleźć cokolwiek, co wskazywałoby na to, że Cracovia rzeczywiście przyjechała do Katowic po trzy punkty. Momentami wyglądało to nawet gorzej niż tydzień wcześniej w Płocku, gdzie Pasy przegrały 1:3.

Klich był praktycznie niewidoczny, Al-Ammari podobnie, Hasić pojawiał się w grze zdecydowanie zbyt rzadko, a Berte miał ogromne problemy w pojedynkach z Klemenzem. Z przodu praktycznie nie istnieliśmy. Można było odnieść wrażenie, że plan Bartosza Grzelaka na pierwszą połowę sprowadzał się przede wszystkim do zabezpieczenia tyłów i dowiezienia bezbramkowego remisu.

Problem w tym, że nawet ten plan wisiał na włosku. GKS trafił w pierwszej połowie w poprzeczkę i dwa razy w słupek, a Cracovia miała momentami po prostu mnóstwo szczęścia. Do przerwy było 0:0 i – dziwnie to brzmi – taki wynik można było brać w ciemno.

Minchev dał impuls. Na chwilę

Druga połowa zaczęła się jednak najlepiej, jak tylko mogła. Już w 46. minucie Martin Minchev wykorzystał dośrodkowanie i głową dał Cracovii prowadzenie. Po pierwszych 45 minutach taki scenariusz wydawał się wręcz nieprawdopodobny.

Niestety długo się nim nie nacieszyliśmy. Po analizie VAR sędzia Marciniak dopatrzył się zagrania ręką i podyktował rzut karny dla gospodarzy. Bartosz Nowak wykorzystał jedenastkę i w 54. minucie było 1:1. Kolejny mecz i kolejny raz wracamy do tematu ręki we własnym polu karnym – tym razem pechowcem był Al-Ammari.

Kilka minut później było jeszcze gorzej. Mateusz Wdowiak, wychowanek Cracovii i człowiek, który w naszych barwach zdobywał Puchar Polski, z bliska trafił na 2:1 dla GKS-u. Nie celebrował bramki, ale dla Pasów był to kolejny bardzo bolesny moment tego spotkania.

Ltaief i Nordås pokazali, że można inaczej

I wtedy wydarzyło się coś, o czym pisaliśmy już przed meczem. Po pojawieniu się na boisku Sayfallaha Ltaiefa i Lasse Nordåsa ofensywa Cracovii zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. W końcu pojawiła się dynamika, ruch bez piłki i przede wszystkim zawodnik, z którym obrona GKS-u zaczęła mieć realne problemy.

Ltaief ponownie pokazał, że w obecnej formie może być jednym z najmocniejszych ofensywnych punktów Pasów. Potrafił zrobić przewagę, wejść w pojedynek i stworzyć coś z niczego. Jeżeli będzie zdrowy i dostanie więcej minut razem z Hasicem, ta dwójka naprawdę może dać Cracovii sporo jakości.

W 72. minucie Ltaief dośrodkował, a Lasse Nordås idealnie wszedł w pole karne i kapitalnym uderzeniem głową zdobył swojego pierwszego gola dla Cracovii. Dwaj nowi zawodnicy, asysta jednego, bramka drugiego – i wreszcie było widać coś, co mogło dać trochę optymizmu.

I znowu wszystko rozsypało się na końcu

Przy stanie 2:2 można było uwierzyć, że Cracovia mimo bardzo słabego meczu wywiezie z Katowic przynajmniej punkt. Niestety w samej końcówce gospodarze zadali jeszcze jeden cios i ustalili wynik na 3:2.

Szczególnie źle wyglądało zachowanie obrony przy tej akcji. Knap zamiast do końca walczyć o piłkę, w pewnym momencie rozłożył ręce podnocząc do góry. Akcja jednak trwała, GKS ją wykorzystał i Cracovia kolejny raz zapłaciła najwyższą cenę za brak koncentracji.

To jest właśnie najbardziej frustrujące. Po fatalnej pierwszej połowie zespół dwa razy znalazł sposób, żeby wrócić do gry, doprowadził do remisu i miał wszystko, żeby przynajmniej uratować punkt. A mimo to znów wracamy do Krakowa z niczym.

Sytuacja robi się naprawdę poważna

Po ośmiu kolejkach Cracovia miała 8 punktów, dwa zwycięstwa, dwa remisy i cztery porażki. Po dzisiejszym spotkaniu dochodzi czwarta ligowa porażka z rzędu – wcześniej Pasy przegrywały z Radomiakiem, Górnikiem Zabrze i Wisłą Płock. Do tego trzeba doliczyć odpadnięcie z Pucharu Polski ze Zniczem Pruszków.

I tutaj trudno już mówić wyłącznie o chwilowym dołku. Cracovia znalazła się w bardzo trudnym momencie sezonu. Punktów nie przybywa, defensywa regularnie popełnia kosztowne błędy, a drużyna potrafi wyglądać kompletnie bezradnie przez długie fragmenty spotkań.

Coraz mocniej wraca też temat Bartosza Grzelaka. Jeszcze kilka dni temu Piotr Rzepecki informował, że w klubie nie ma tematu zwolnienia szkoleniowca. Nastroje wśród kibiców są jednak coraz gorsze. W dyskusjach po kolejnych porażkach pojawiają się już otwarte głosy domagające się dymisji trenera, choć nadal nie brakuje osób uważających, że powinien dostać więcej czasu.

Trzeba też pamiętać, że znaki zapytania pojawiały się już w momencie zatrudniania Grzelaka. Choć urodził się w Polsce, praktycznie całą piłkarską i trenerską drogę przeszedł poza naszym krajem – przede wszystkim w Szwecji, a później na Węgrzech. Cracovia sama przedstawiała go jako szkoleniowca z międzynarodowym doświadczeniem. Już przy jego zatrudnieniu pojawiały się jednak krytyczne głosy dotyczące tego ruchu i pytania, jak szkoleniowiec bez doświadczenia w polskiej lidze odnajdzie się w realiach Ekstraklasy. WP SportoweFakty określały wówczas zatrudnienie Grzelaka jako ryzykowny ruch, zwracając też uwagę na mieszane opinie po jego pracy za granicą.

Dziś problem nie polega już jednak na tym, skąd trener przyszedł. Problem w tym, że po kolejnych miesiącach nadal trudno zobaczyć wyraźny pomysł na tę Cracovię. Pasy mają momenty dobrej gry, ale zbyt często są one tylko krótkimi fragmentami meczu. Brakuje powtarzalności, stabilności i przede wszystkim punktów.

Pozytywy? Są. Ltaief po raz kolejny wniósł sporo jakości, a Nordås otworzył konto bramkowe w barwach Cracovii. Problem w tym, że przy obecnej serii same przebłyski już nie wystarczą.

Teraz naprawdę nie chodzi już o to, żeby „zagrać lepiej”. Cracovia musi zacząć wygrywać. I to szybko, bo cierpliwość wokół drużyny wyraźnie zaczyna się kończyć.

X
Jesteś na X? Wpadaj do nas po więcej Pasiastych newsów!
OBSERWUJ NAS
Krzysztof Gruca
Krzysztof Gruca

Kibic Cracovii od 1997 roku. Pamięta III ligę, stadionową kiełbaskę i czasy, gdy Zegarek trafiał do siatki jak na zawołanie. Na CracoviaPany.pl pisze o Pasach z perspektywy kibica, który z klubem przeżył już naprawdę sporo.

Dodaj komentarz