Wokół Cracovii znów zrobiło się głośno poza boiskiem. Weszło opublikowało materiał Jakuba Białka dotyczący rzekomego projektu premii dla Murata Çolaka w wysokości 231 500 zł netto. Według publikacji taki dokument miał istnieć, ale pieniądze ostatecznie nie zostały wypłacone. Sam temat szybko zaczął żyć własnym życiem w mediach społecznościowych.
Na odpowiedź prezesa Cracovii nie trzeba było długo czekać. Murat Çolak napisał na X, że w mediach pojawiają się informacje o — jak to określił — „nieistniejących dokumentach”. Jednocześnie jasno zaznaczył, że zarząd klubu nie otrzymał żadnej premii, tym bardziej w podawanej wysokości.
Çolak poszedł jednak o krok dalej. Zasugerował, że zastanawia go, kto interesuje się tego typu sprawami i komu ma służyć budowanie kolejnych medialnych tematów wokół Cracovii. Jednocześnie podkreślił, że nie zamierza się poddawać i każdego dnia pracuje dla dobra klubu.
Kolejny materiał uderzający w Cracovię
Dla części kibiców problemem nie jest już pojedyncza publikacja, ale szerszy kontekst. Jakub Białek w ostatnim czasie regularnie porusza tematy dotyczące Cracovii i jej władz, często w bardzo krytycznym tonie. Wcześniej pojawiały się również materiały dotyczące kibiców Pasów, podczas gdy część fanów zwracała uwagę, że podobne tematy związane z Wisłą Kraków przedstawiane były znacznie łagodniej.
Dobrym przykładem była niedawna publikacja dotycząca sytuacji na trybunach Wisły. Padały w niej stwierdzenia sugerujące, że klub poradził sobie z problematyczną symboliką i że na stadionie nie pojawiały się już flagi związane z grupami budzącymi kontrowersje. Kibice szybko zwrócili jednak uwagę na widoczną na głównym planie flagę Wisła Devils. O tej sprawie pisaliśmy szerzej w tekście „Wisła Kraków zdała test? Flaga Wisła Devils budzi pytania”, gdzie pokazaliśmy, dlaczego tak jednoznacznie pozytywny przekaz wzbudził sporo wątpliwości.
To oczywiście nie oznacza, że dziennikarz nie powinien patrzeć władzom Cracovii na ręce. Wręcz przeciwnie — powinien. Jeśli pojawiają się dokumenty dotyczące pieniędzy czy zarządzania klubem, jest to temat do sprawdzenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy kolejne publikacje dotyczące jednego klubu niemal zawsze prowadzą do najbardziej negatywnej możliwej interpretacji, a przy innych środowiskach podobna surowość już nie zawsze jest widoczna. Właśnie dlatego część kibiców Pasów coraz częściej ma wrażenie, że przy Wiśle łatwiej znaleźć pozytywną narrację, a przy Cracovii szybciej pojawiają się mocne tezy, sensacyjne nagłówki i zarzuty wobec władz czy kibiców.
Kibice stają po stronie Çolaka
Reakcje pod wpisem prezesa są bardzo wymowne. Zdecydowana większość komentujących kibiców Cracovii okazuje Çolakowi wsparcie i zachęca go do dalszej pracy. W wielu komentarzach pojawia się przekonanie, że im więcej medialnych ataków wymierzonych w prezesa, tym bardziej może to oznaczać, że stał się niewygodny dla osób, którym nie odpowiada obecny kierunek zmian w klubie.
To oczywiście opinia części kibiców, a nie dowód na jakiekolwiek zakulisowe działania. Trudno jednak nie zauważyć, że w komentarzach powtarza się jeden motyw: fani chcą dać obecnym władzom czas i oceniać je przede wszystkim po efektach.
A tych w ostatnich dniach trochę się pojawiło. Cracovia dopięła transfery, do zespołu trafił Lasse Nordås, wcześniej Siem Eyob-Abraha, a Murat Çolak zapowiedział również informacje dotyczące głównego sponsora oraz nowe stroje wyjazdowe.
Pojawiają się też bardziej konkretne pytania. Część kibiców chce wiedzieć, czy jeśli publikowany dokument rzeczywiście nie istnieje lub jest fałszywy, klub zamierza podjąć kroki prawne. I to akurat jest rozsądne pytanie, bo właśnie w ten sposób można byłoby jednoznacznie zamknąć temat.
Murat Çolak odpowiada konkretami
Najciekawsze jest to, że prezes nie zatrzymał się na samej medialnej polemice. „Lasse Nordås? Jest już z nami” — napisał, a przy okazji zapowiedział kolejne informacje dotyczące sponsora i strojów wyjazdowych.
Weszło przedstawiło swoją wersję, Çolak ją zakwestionował, a duża część kibiców stanęła po stronie prezesa. Teraz najlepiej, żeby odpowiedzi Cracovii przychodziły już nie w formie kolejnych przepychanek, ale transferów, decyzji organizacyjnych i przede wszystkim zwycięstw na boisku.




